piątek, 7 września 2012

Jednopart: Geri:Shak cz I

Shakira - Antes de las seis (obowiązkowo do lektury)

                 Blondynka usiadła w głębokim fotelu, zaduma wdawała się jej we znaki, przecież miała trzydzieści trzy lata a jej życie zmieniało się dość niespodziewanie. Sama nie wiedziała czego już o niego chce, czego tak naprawdę potrzebuje a co jest jedynie przejawem zwykłej samolubności i chęci posiadania wszystkiego do czego się przyzwyczaiła. Spokojnie spoglądała w płomienie które tańczyły dziki taniec w kominku, nie wiedziała dlaczego ogień był rozpalony, przecież była w wiecznie ciepłej Barcelonie, więc rozpalanie w kominku wydawało się zbyteczne, jednak to ją uspokajało, wprawiało w stan głębokiej medytacji. Odgarnęła wchodzące do oczu kosmyki długich włosów i poprawiła wysokiego kucyka na czubku głowy, szukała myśli które mogłyby opisać mentlik w jednej kategorii, zagubiła się i to dokładnie na kilka dni przed swoimi trzydziestymi czwartymi  urodzinami, nigdy nie spodziewała się, że dotąd poukładane życie zamieni się w taki mentlik i to przez jednego mężczyznę, dotąd pamiętała jego dźwięczny śmiech i zakłopotanie kiedy przez przypadek przyłożył jej drzwiami gdy przechodziła przed korytarz w hotelu w RPA. Wydawało by się że wykonanie jednej głupiej piosenki na mundialu nic nie zmieni, a jednak sprawiło że postradała zmysły, sama nie wiedziała dlaczego poprosiła narzeczonego o mieszkanie w Barcelonie, przecież wiedziała że prędzej czy później go spodka, to było takie oczywiste. Zamknęła oczy starając się zapomnieć o idealnych błękitnych oczach chłopaka, był taki idealny jednak i tak odległy, przecież nie mogła zerwać z tym do czego przywykła, odrzucić mężczyznę z którym przeżyła tyle, dla chłopaka który zawrócił jej w głowie. Poprawiła cienki sweterek który okrywał jej nagie ramiona i otworzyła oczy, zobaczyła przed sobą mężczyznę z którym do tej pory wmawiało sobie że jest szczęśliwa, uśmiechnął się do niej słodko a ona zdjęła słuchawki spoglądając na niego pytająco, miał spakowaną walizkę po lewej, nic nie rozumiała, przecież nie mogła aż tak dziwnie zachowywać się iż by zrozumiał że coś jest nie tak, że nie jest tą samą osobą która była kiedyś.
- Iss… wiem że kochasz kogoś innego, wiem że coś zmieniło się od twojego pobytu w RPA, więc nie kłam, nie powtarzaj że mnie ciągle kochasz bo wiem że kłamiesz, wiem że to już nie to samo, wypaliliśmy się oboje… nie ma co się oszukiwać, przecież to nie ma sensu, byśmy byli ze sobą z przyzwyczajenia nie prawdaż, powinniśmy pójść każde własną drogą, ja wrócić do Argentyny a ty powinnaś ułożyć sobie tu życie, wiem że miałaś jakiś powód byśmy kupili właśnie tu mieszkanie i nie zamierzam tego ukrywać, ja już cię po prostu nie kocham, ty mnie też, każde z nas powinno poszukać własnego szczęścia, - pogłaskał ją po policzku uśmiechając się słodko, nie wiedziała co powinna powiedzieć, przecież to nie mogło się tak zakończyć, nie tak długoletni związek, nie rozumiała go w ogóle, przecież… on jeszcze wczoraj mówił że ją kocha, a teraz twierdzi że to nie ma sensu, więc dlaczego ją okłamywał! To nie mogła być wyłącznie jej wina, on też coś musiał mieć na sumieniu, jednak czy jest jakikolwiek sens wyciągania tego co było…. Przecież on chciał zakończyć ich związek ,,po ludzku” a ona nie mogła tego utrudniać, w końcu skoro ona znalazła sposób by być szczęśliwą to i on na to zasługiwał, Antonio był wspaniałym człowiekiem więc czemu miałaby zakłócać mu szczęście, przecież każdy musi je znaleźć, swoje własne. Widocznie nie była mu pisana, jednak czy możliwe jest to by młody blondyn był pisany jej? Nie rozumiała o co w tym wszystkim chodziło, może miała szansę na miłość jednak czy jednak młody chłopak mógł ją traktować jako kobietę z którą chce byś do końca, a nie którą traktuje jak przygodę na kilka godzin. Bała się, dręczona i targana przez różne emocje, patrzyła jak ,,mężczyzna” jej życia właśnie przechodził przez próg niegdyś ich mieszkania i miał już nigdy nie wrócić, sama nie wiedziała co czuła, czy była to ulga czy smutek z powodu zakończenia tak długiego związku, na pewno nie było to coś zwykłego, coś normalnego…coś na co spodziewała się po dziesięciu latach związku…
***
                Nawet wygrana nie wstrząsnęła nim tak silnie jak to co ostatnio przeczytał w zwykłej kolorowej gazecie, na ogół nie czytał takich pisemek jednak gdy zobaczył jedno z wydań kolejnej bezsensownej gazecie dla kobiet którą pewnie kupowała jego matka, jednak gdy zobaczył nagłówek napisany pogrubionym drukiem wiedział że musiał znać treść pewnie ,,wybitnego” pisanego teksu o kobiecie którą poznał kilka miesięcy wcześniej. Był nią zafascynowany od samego początku, jednak gdy oznajmiła mu o długoletnim związku załamał się, przecież on, młody nie miał szans z partnerem który był z nią wtedy gdy on był ledwie zwykłym nic nieznaczącym dzieciakiem kopiącym piłkę na jednym z barcelońskich podwórek. Jednak teraz gdy przeczytał tak intersujące wieści musiał coś z tym zrobić, wyciągnął telefon z kieszeni i próbował się do niej do dzwonić, nie odpowiadała, oparł się plecami o jeden z budynków i zaczął gorączkowo myśleć co powinien zrobić w takiej sytuacji, przecież nie wiedział gdzie podziewała się, nie prawdaż? Był na samym starcie skreślony. Przetarł twarz suchymi rękami i jeszcze raz spojrzał na gazetę, nie wiedział co ma robić, w sumie jego mały świat zawalił się, nie zwracał uwagi na ,,napalone” fanki, wszystko mu wisiało… czy to możliwe że to on, barceloński cassanova zakochał się? Przecież do tej pory czuł do kobiet jedynie pociąg, silne uczucie jedynie na tle seksualnym, a teraz… nie myślał o innych chciał być z nią, znów słyszeć jak śmieje się z jego ,,szczenięcych” żartów i jak poprawia niesforne kosmyki wpadające jej do oczu, chciał być znów blisko niej, pragnął spoglądać w jej oczy koloru gorzkiej czekolady i czuć zapach jej słodkiego truskawkowego balsamu którego używała codziennie. Nie zdawał sobie nawet sprawy jak mocno ona pragnie tego samego… Rozejrzał się po zatłoczonym placu i ruszył powoli w stronę jego ulubionego miejsca w Barcelonie w stronę parku. Powoli przemierzał alejki uśmiechając się co jakiś czas do ludzi którzy robili mu zdjęcia, nie czuł się jakoś wyjątkowo lepszy od nich, nie wiedział dlaczego tak go uwielbiają, przecież był zwykłym facetem, tak jak facet w budce z lodami czy ten który sprzedaje kolorowe balony z helem dla dzieci. Był zwyczajny, nie miał jakiejś wielkiej mocy czy super szczęścia, no tak był utalentowanym piłkarzem, jednak jego zdaniem nie umiał robić nic innego poza zwykłym ,,kopaniem” piłki. Tylko dlatego że głupie szczęście sprawiło że stał się zawodnikiem najlepszej drużyny na świecie czyniło go wyjątkowym, no tak… nie każdy ma taką szanse jednak teraz był gotowy oddać bogactwa i trofea każdemu przechodniowi w zamian za to by z ktoś powiedział mu gdzie jest ona, dziewczyna,  a raczej kobieta w której zakochał się, a dla której był po prostu zwykłym młodszym od niej chłopakiem, może jedynie dobrym przyjacielem, nic więcej. Przeczesał palcami swoje idealnie przycięte blond włosy i poprawił kołnierz koszuli o którym upomniała go jakaś staruszka mijająca go. Spojrzał na ludzi mijających go, wydawali się tacy zwykli, wcześniej nie zwrócił by uwagi że popchnął kogoś czy przypadkowo przewrócił, teraz jednak uważał na każdą babkę jaką dzieci postawiły na jego drodze i kulturalnie przepraszał każdą potrąconą przez siebie osobę, to ona go zmieniła, pokazała jak zauważać rzeczy które do tej pory były dla niego niczym. Zmieniła go i odeszła, wróciła do swojego zwykłego życia, zapominając o kimś takim jak on, o kimś takim jak Gerard Pique. Po mimo że jego imię roznosiło się hukiem po całym starym kontynencie to on zapadł jej głęboko na dno jej umysłu i jego zdaniem nigdy już więcej go nie przywoła, czuł się pusty, wyssany z jakichkolwiek emocji. Nie sądził że jedna kobieta potrafi tak zakręcić w głowie, że jakakolwiek kobieta aż tak za trzęsie jego światem. Jedna mała kobietka przewróciła mu wszystko do góry nogami a teraz on sam nie mógł się w niczym odnaleźć. Nigdy nie czuł się tak ogłupiony jak właśnie tego dnia, już prawie zapomniał a tu nagle bum… wszystko wróciło. Popsuło to co on zdążył do tej pory naprawić, teraz miał tylko jeden cel, musiał ją odnaleźć i wszystko z nią wytłumaczyć, by znaleźć wewnętrzy spokój i zrozumieć samego siebie, bo to co do niej czuł nie było tylko szczeniackim zauroczeniem, to było pewnie.
***
                Sama nie wiedziała co robić, włóczyła się ulicami Barcelony w poszukiwaniu czegoś co zajmie ją na dłużej niż jakikolwiek serial jaki oglądała przez te dni leżąc w łóżku i objadając się kolejnymi porcjami lodów. Potrzebowała czegoś co oderwie ją od tej żmudnej rzeczywistości, co otworzy jej szeroko oczy, nawet nie sądziła kiedy trafiła do bram parku i powolnym krokiem przemierzała kolejne alejki, nie rozglądając się na boki, nie potrzebowała szumu, chciała iść do przodu jedynie patrząc się pod swoje nogi. To był jej cel, chciała być sobą nie wielką , Shakirą, dziś chciała być nikomu nie znaną Issabel, która miała wielki problem i potrzebowała oderwania się od świata. Nie mogła jednak zmienić tego o co walczyła tak długo, jednak czy powinna rzucać wszystko dla tego że zakochała się w kimś kogo kochać nie powinna. To wszystko przysparzało ją o zawroty głowy, miała dość, chciała się poddać, znów schować głowę pod ciepły polarowy koc i nie wychodzić z pod niego już nigdy, jednak co na to powiedział by jej agent lub ludzie z wytwórni którzy czekają na coś ,,piorunującego” nie obchodziło ich że piosenki z ,,Sale el Sol” znajdywały się na listach przebojów z całego świata, oni ciągle chcieli więcej, a ona nie dawała już rady, brakowało jej sił. Usłyszała radony śmiech i automatycznie pokierowała głowę w tamtą stronę, zobaczyła dwójkę ludzi, chłopak niósł dziewczynę na plecach, a ona wtedy zrozumiała. Czy oczekiwała aż tak wiele od życia? Chciała by ktoś ją pokochał, szczerze,  jednak czy w dzisiejszych czasach można mówić o szczerej miłości? Przecież to wszystko nie ma jakkolwiek jednego znaczącego sensu. Usiadła na ławce w cieniu dalej przyglądając się parze, wydawali się tak szczęśliwi, uśmiechnęła się mimowolnie i dopiero teraz zrozumiała. Przyjrzała się dokładnie sylwetce która siedziała w starej altance, to był on, wyglądał cudownie, idealnie dopasowana koszula która pasowała do koloru jego oczu i ciemne jeansy, był taki jak go sobie zapamiętała, jednak czy wypadało jej zrobić ten pierwszy krok, bała się, a gdy chłopak nie zauważył by jej? Straciła by szansę na tą miłość jak z podręczników do literatury, jednak nie miała aż tyle sił by zmierzyć się, jedynie uważnie przyglądała się mężnej sylwetce która wpatrywała się w tafle jeziora które ich oddzielało. Chłopak uniósł wreszcie wzrok i spojrzał na nią, uśmiechnęła się słodko, nie wiedziała co powinna zrobić, jednak uśmiech był idealny. Jego oczy rozbłysły a ona poczuła się pewniej.
- Shakira! – usłyszała piski i nagle w około pojawiło się miliony fotoreporterów, zaczęli zasypywać ją pytaniami o były związek, nie miała innego wyjścia, wciągnęła ciemne okulary i ostatni raz spojrzała na chłopaka uciekając do swojego raju w którym czekały już na nią lody. 

wtorek, 28 sierpnia 2012

1.


Dedykowane dla Dee, pamiętaj że zawsze możesz na mnie liczyć.
                Siedziała z laptopem na kolanach w kompletnych ciemnościach, siedziała starając się nie przejmować jutrem. Czuła się samotna, ludzie odchodzili wiedziała to bardzo dobrze, jednak nie zdawała sobie sprawy ile bólu zadają przy każdym odejściu. Traciła wiarę. Zawsze była brana za niepoprawną optymistkę, ba, nawet ludzie mówili że jej uśmiech przyćmiewa słońce, niewiele z nich wiedziało co kryło się za nim. Nikt nie wiedział jak cierpiała w środku, nie było nikogo kto rozumiał to co przeżywała. Siedziała z laptopem na kolanach w kompletnych ciemnościach i gubiła samą siebie, nie wiedziała ile kłamstw jeszcze przetrawi, zaciskała powieki próbując zrozumieć głupotę tego świata. Wszystko przemijało, nic nie było wieczne, jej długie palce delikatnie pieścił klawisze starego komputera, prawie jak by wygrywała księżycową sonatę ku chwale tego co ulotne, tego co sprawiało że cierpiała. Nikt nigdy nie rozumiał jej, mówili o niej że jest wariatką, jednak żadne z tych osób nie potrafiło podać prawdziwej definicji słowa wariat. Przecież to nic złego, to osoba która postrzega świat po swojemu, nie wpada w rutynę, walczy o swoje, wyróżnia się z tłumu, nie jest jednakowa, wiedziała że świat jest pełen szaleńców. To nie było słowo naładowane ujemnie, wręcz przeciwnie emanowało pozytywem, jednak czy ona nim była? Czy była tym co na świecie dobre, czy może odgrywała rolę tej złej, może to nie była bajka w której powinna grać. Spojrzała w okno, na niebie świeciło tyle gwiazd, od małego wierzyła że każdy człowiek ma przypisaną jedną z nich, mały punkcik na niebie który chroni go od złego, nie pozwala zboczyć z jego prawdziwej drogi. Związała długie włosy w wysokiego koczka by powstrzymać je od ciągłego wpadania w oczy. Czuła się samotna, niby w domu było tyle osób, dwie ciężarne kobiety w tym jej siostra która kochała najmocniej na świecie, często kłóciły się o głupoty jednak wiedziała że bez niej nie poradziła by sobie, była jedną z niewielu osób które tak naprawdę w nią wierzyły. Często obie nie podzielały swoich decyzji jednak lubiła przychodzić do niej i mówić o problemach, wyżalać się czy opowiadać o kolejnych monotonnych dniach które przeżywała. Dzięki siostrze czuła się akceptowana, wiedziała że ma na kogo liczyć na tym świecie. Kochająca rodzina w której się wychowywała miała małe problemy, nie tylko natury ekonomicznej jednak i atmosfera w domu nie była czysta. Czuła że gubi swój rytm i częściej zaglądała do elektronicznego świata, odcinając się od problemów. Wiedziała że to nie dobrze, że tak nie powinno się robić, jednak kto ją wysłucha? Kto wysłucha zagubionej małolaty i jej ,,problemów”, po kolei traciła kolejnych przyjaciół. Nawet tych których poznawała w idealnym internetowym świecie, zostawała sama. Nienawidziła swojego życia, potrzebowała kogoś kto powie do niej ,,stop! Zatrzymaj się i powiedz co się trapi”, pamiętała taką osobę, była to idealna przyjaciółka. Piętnasty stycznia dwa tysiące dwunastego roku dał jej wspaniały prezent, niby taki zwykły, jednak tak osobisty dzień. Poznała osobę z którą potrafiła o wszystkim rozmawiać, była idealna. Szczupła brunetka o włosach sięgających do ramion, która tryskała optymizmem po mimo tego że też miała swoje problemy, nauczyła ją jak żyć. Jak cieszyć się każdą chwilą. Te oczekiwanie na głupi telefon który nawet najgorszy dzień zamieniał w najlepszy w jej życiu, planowanie i rozmowy o marzeniach. Wiedziała że nic już nie stanie jej na przeszkodzie, że zawsze będzie szczęśliwa. Nawet kwestia nienamacalnych kontaktów jej nie przeszkadzała, po mimo że potrzebowała przyjaciela który ją przytuli i powie ,,spokojnie już możesz oddychać” to brunetka słowami zastępowała jej uścisk, pozwoliła jej zapomnieć o trudnościach i sprawiła że uwierzyła w siebie. Jednak co z tego? Gdy osoby różnią się wszystko się rozpada czyż nie? Jednak wiedziała że tak nie może być z nimi, nie z tak idealnymi przyjaciółkami. Jakimi były, bo definitywnie były podręcznikowym przykładem przyjaźni na odległość. Jednak czy głupie poglądy mogły zmienić tak wiele, to przecież jak dyskutowanie o otwartej żyle w chwili gdy osoba która ją podcięła wykrwawiała się na śmierć, to było żałosne, mówić o czymś co nie ma znaczenia, przecież w przyjaźni nie ważne są poglądy, ważne jest przywiązanie i wiara. Wiara, to ona buduję najlepszą przyjaźń. Zrozumiała że musi walczyć, rzucić wszystko nawet te ukochane rzeczy w imię przyjaźni, przecież nie mogła stracić przyjaciółki, nie teraz gdy uwierzyła że przyjaźń jest taka ważna, że to nie mit o którym pisze się w książkach i mówi w filmach. To było naprawdę, więź jaka wytworzyła się pomiędzy nimi była silna a ona wierzyła że jest dość silna by mogła zwyciężyć wszelakie nieprawości i przeszkody, przecież to podstawa, nie omija się kłód rzucanych pod nogi, tylko zwalcza się je, by nigdy nie stanowiły już więcej powodu do zatrzymania. Ona wierzyła że to co teraz dzieję się między nią a idealną przyjaciółką to jedynie mur który był wyjątkowo wysoki jednak dało się go zniszczyć, jednak jedynie w jeden sposób, trzeba porzucić wszelkie przeciwności i zaufać tej drugiej osobie. Nie ważny jest stan majątkowy czy to jak kto ma w domu, ważna jest siła która daje ta druga osoba, a idealna przyjaciółka nakręcała ją pozytywnie, więc i ona musiała dać jej coś takiego, coś by przyjaciółka zrozumiała że jest bardzo ważna, że nie potrafi bez niej żyć. Usiadła na wąskim parapecie i znów wbiła wzrok w gwiazdy, wierzyła że to właśnie one podpowiedzą jej jak powinna postępować, co powinna zrobić by idealna zrozumiała że nie jest tylko kolejną osobą którą spotkała w sieci, że jest jej prawdziwą przyjaciółką. Przypominała sobie każda nawet błachą rozmowę z nią. Zapukała kilka razy w zimną szybę, po mimo że było lato temperatura w nocy była bardzo niska. Zamknęła oczy starając się zrozumieć czego jej brakuje by idealna przyjaciółka zechciała zrozumieć, wiedziała że obie się zmieniły jednak to nie żaden powód, prawda. Szukała odpowiednich słów lecz nic nie znalazła, po mimo że wiedziała że odpowiedź nie przyjdzie sama… Liczyła że idealna też chcę odzyskać kontakt i że nie straci, osoby na której jej tak bardzo zależy.